Ta powieść tętni rytmem synkopy, wdzierającej się w zakamarki umysłu, odczuwalnej każdą częścią ciała, każdym porem skóry, tym zmysłem, który reaguje na idealnie zestawione słowa, opisujące świat, w którym chcielibyśmy się znaleźć, przeżyć go, doświadczyć totalnie. Bohaterem „Złego” Leopolda Tyrmanda jest miasto – zniszczone, zakurzone, z wolna podnoszące się po upadku, skupione na pijaństwie, uprawianiu miłości i słuchaniu muzyki. Zachłanne na życie jak ozdrowieniec, który pokonał najgorszą postać nowotworu. Miasto drobnych złodziejaszków, oprychów czających się w bramach zniszczonych kamienic, dzianych prominentów popijających wódeczkę w modnych restauracjach, dziennikarzy, milicjantów, upadłych i świętych kobiet, idealistów, grzeszników, pięściarzy i przekupnych kelnerów. Tyrmand wrzucił ich do alchemicznego tygla swojej opowieści, wytwarzając fabularne złoto – historię mściciela, cienia pojawiającego się zawsze tam, gdzie trzeba przeciwstawić się złu. Nie ma drugiej takiej książki, uniwersum zdarzeń i postaci, prawdziwych tak bardzo, że chce się ruszyć z Tyrmandem po ulicach powojennej Warszawy, by delektować się jazzem, pić wino i palić papierosy w towarzystwie kobiet, którym oddać można nie tylko duszę, ale i majątek.

Leopold Tyrmand "Zły"
Leopold Tyrmand „Zły”