Niezapomniany „Słomkowy kapelusz”

Salwy śmiechu i owacje na stojąco – tak można by podsumować premierę „Słomkowego kapelusza” w Białostockim Teatrze Lalek. Reżyser spektaklu, Paweł Aigner, zaproponował widzom ponad 3-godzinną przygodę z teatrem, stawiając sobie jeden cel: rozbawić widza, wprowadzając go w beztroski, ludyczny nastrój, tak by zapomniał o wszystkim, co nieistotne, bo związane z prozą życia.

„Słomkowy kapelusz” to sztuka napisana przez francuskiego komediopisarza Eugéne’a Labiche’a w 1851 roku. Sztuka skupia się na przygodach młodego paryskiego kawalera Fadinarda, planującego ślub z młodziutką, niezbyt inteligentną panienką z prowincji, panną Heleną Nonancourt. Przypadek sprawia, że tuż przed uroczystością zaślubin kawaler wplątany zostaje w przezabawną sytuację: jego koń zjada kapelusik pewnej szacownej damy, która, schowana w krzakach, intensywnie adorowała przystojnego, aczkolwiek porywczego wiarusa. Aby zachować pozory niewinności dama musi odzyskać zjedzony przedmiot, zgłasza się więc do kawalera z żądaniem naprawienia szkody. Niestety znalezienie identycznego kapelusika z trójkolorową wstążką w barwach narodowych okaże się zadaniem (prawie) niemożliwym, a próba pozbycia się zhańbionej i mocno natrętnej damy doprowadzi do zdarzeń, w które zaangażowana zostanie paryska arystokracja, prostolinijna rodzina z prowincji, mer i zastępy służących. To dzięki tym postaciom scena Białostockiego Teatru Lalek przeobrazi się nagle w pulsującą szaleństwem przestrzeń, w której mieszać się będą opętane wrzaski, złorzeczenia, modlitwy, śpiew i miłosne zaklęcia.

„Słomkowy kapelusz” Pawła Aignera to klasyczna komedia omyłek, wodewil, farsa oraz operetka. W przedstawieniu znajdziemy bowiem wszystko to, co teatr współczesny nieświadomie zarzucił, zapominając, że groteska i ironia, połączone z błyskotliwą grą aktorską, doskonałymi dialogami i sceniczną energią to przepis na sukces. Jest w tej inscenizacji odrobina erotyki, pozbawiony pruderii rys obyczajowy oraz dowcipna analiza ludzkiej natury tak sprawnie przedstawionej, że śmiejemy się z wad i przywar aktorów, zapominając, że przecież i my codziennie odgrywamy swoją komedię, próbując być kimś innym – lepszym, mądrzejszym i atrakcyjniejszym.

Brawa należą się jednak nie tylko aktorom i reżyserowi Pawłowi Aignerowi. Doskonałą robotę wykonał autor scenografii Pavel Hubička, Karolina Garbacik (odpowiedzialna za choreografię) oraz twórca muzyki Piotr Klimek. To dzięki nim aktorzy (ubrani w bajecznie kolorowe stroje z epoki) poruszają się na scenie w przedziwnym, pozornie tylko chaotycznym rytmie, układającym się w spójny, perfekcyjny koncert. Nic tylko oglądać i wzdychać z zachwytu.

Dominik Sołowiej

http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/niezapomniany-slomkowy-kapelusz.html