Oglądając amerykańskie filmy, wiemy, czego się spodziewać. Chociaż hollywoodzkie kino często polemizuje ze stworzonymi przez siebie schematami, jego rozwiązania fabularne są łatwe do przewidzenia. Trudno w opowieści o życiu nie przemycić gorącego romansu, scen łóżkowych, załamania nerwowego, walki o marzenia, śmierć, miłość i nienawiść. Takie propozycje zdominowały współczesne kino, możemy więc czuć się zaskoczeni, oglądając film, który idzie pod prąd, proponując intymną, wyważoną, subtelną narrację.

„Co przynosi przyszłość” w reżyserii Mii Hansen-Løve to historia Nathalie (w tej roli Isabelle Huppert) – zamężnej kobiety po czterdziestce, matki dwojga dorastających dzieci. Nathalie pracuje w szkole średniej jako nauczycielka filozofii. Pisze również podręczniki i książki z esejami filozoficznymi. W jej spokojne, poukładane życie odrobinę chaosu wnosi tylko chorująca na depresję matka, która nie jest w stanie poradzić sobie ze starością i samotnością. Z taką fabułą obcujemy przez kilkadziesiąt minut filmu, zastanawiając się, czy naprawdę tylko to miała nam do powiedzenia Mia Hansen-Løve: historię bez właściwości, przyciągającą uwagę wyłącznie pięknymi ujęciami paryskich kamienic oraz fragmentami dyskusji filozoficznych, jakie Nathalie prowadzi z mężem?

Jakby igrając z hollywoodzkimi schematami, Hansen-Løve burzy nagle to, co dotąd wydarzyło się na ekranie. Okazuje się bowiem, że mąż Nathalie – profesor filozofii – ma romans i postanawia odejść od żony po 25 latach małżeństwa. Kilka dni później w domu opieki umiera matka Nathalie, a wydawca postanawia zrezygnować z kolejnego druku jej podręcznika do filozofii. Pozostawiona samej sobie kobieta postanawia wyjechać do górskiego domu, w którym mieszka jej ulubiony uczeń Fabien – dwudziestokilkuletni przystojny pisarz, filozof i eseista. Wydaje się wtedy, że to idealny moment, by Nathalie nawiązała romans, by zmieniła coś w swoim życiu. Ale czy tak się stanie? Czy to właśnie ma przynieść przyszłość? Spełnienie marzeń? Rozwój? Nowe doświadczenia? A może smutek, melancholię i powrót do świata, którego Nathalie nigdy nie zdoła (a może nie chce) opuścić? Warto się o tym przekonać, oglądając film z Isabelle Huppert w roli głównej.

1

Film Mii Hansen-Løve to subtelna filmowa polemika z naszymi wyobrażeniami o wolności i życiu po czterdziestce, kiedy w ustabilizowaną, czasami nieco nudną egzystencję, wkrada się niepewność, zaskoczenie, konieczność przewartościowania wszystkiego, czego doświadczyliśmy i nauczyliśmy się o świecie. Kierując się stereotypami, myślimy wtedy, że to doskonała szansa, by zmienić coś na lepsze, doświadczyć czegoś innego, nowego. Kryzys może być stanem, w którym możemy odbić się od dna. Czy tak się stanie z Nathalie? Czy kobieta zapomni o 25 latach życia małżeńskiego?

Jest w filmie scena, w której bohaterka rozmawia na lekcji o rozumie i pożądaniu. Zastanawia się wtedy, co określa ludzi: rozum czy pożądanie? Kim jest człowiek, który nigdy nie pożądał, a który zawsze kierował się rozumem? O to pyta swoich uczniów Nathalie – kobieta wciąż jeszcze piękna, wzbudzająca pożądanie, ale zamknięta w świecie znanych sobie uczuć i emocji.

2

Henry Barnes z „The Guardian” nazwał film Hansen-Løve „mądrym, poważnym przedsięwzięciem: eksploracją niepewności, jaka może spotkać każdego z nas, w dowolnym wieku, kiedy tylko zaczniemy kwestionować życie, jakie sobie zbudowaliśmy”. Nathalie musi zakwestionować wszystko, co wie o sobie i najbliższych. I wydaje się, że w tym pojedynku z rzeczywistością wygrywa, kierując się tym, czego nauczyła ją filozofia. Tylko czy rozum wystarczy, by poradzić sobie z tym, co dyktuje serce?

Ostatnia scena filmu przynosi nadzieję, że Nathalie, niczym Hiob, nie podda się bolesnym doświadczeniom. Widzimy bowiem, jak spokojna, delikatnie uśmiechnięta bohaterka tuli w ramionach płaczące dziecko swojej córki. A w pokoju obok jej dorosłe dzieci spokojnie jedzą świąteczną kolację.

Dominik Sołowiej

Co przynosi przyszłość” („L’avenir”), reżyseria i scenariusz: Mia Hansen-Løve; produkcja: Francja, Niemcy; premiera w Polsce: 19 sierpnia 2016.

Foto.: „Liberation”Cytat: Aurora Films.