Czy dziś bylibyśmy w stanie żyć w jednym domu z ludźmi, których prawie nie znamy? Chodzić półnago po korytarzu, wiedząc, że ktoś może nam się przyglądać ciekawskim wzrokiem? Bohaterowie „Komuny” Thomasa Vinterberga nie mają z tym najmniejszego problemu. Wierzą w to, że uda im się zbudować miejsce otwarte dla każdego, przestrzeń, w której można nie tylko mieszkać, ale i szczerze dzielić się swoimi troskami i radościami. Czy stworzą prawdziwą wspólnotę, która przetrwa każde życiowe zawirowania? To utopia, a może realna szansa na szczęście?

7743733.3

Kiedy Anna (Trine Dyrholm) i Erik (Ulrich Thomsen), właściciele pięknego starego domu, postanawiają znaleźć współlokatorów, szybko okazuje się, że chętnych do zamieszkania w komunie jest mnóstwo. Wystarczy kilka telefonów, by ich dom zapełnił się zgrają głośnych, pozytywnie zwariowanych ludzi, którzy – podobnie jak Anna i Erik – dość mają sztywnego, mieszczańskiego życia. I tak, gdzieś na obrzeżach Kopenhagi, z dnia na dzień powstaje niezwykłe miejsce, tętniące energią, miłością, przyjaźnią i zrozumieniem. Z nieudawanym zdziwieniem oglądamy, jak obcy ludzie spotykają się codziennie przy wspólnym stole, by głosować nad wydatkami, rozstrzygać, kto powinien zapłacić za alkohol, zrobić kolację i zadbać o porządek w salonie. Nawet dwoje dzieci (6-letni Vilads i dorastająca Freja) mają prawo decydować o tym, co dzieje się w domu.

Oto stan totalnej harmonii, w której nie ma ludzi lepszych i gorszych, smutnych i szczęśliwych, bogatych i biednych. I kiedy jesteśmy już w stanie zaakceptować całą sytuację, będąc przekonani, że właśnie to chciał nam przekazać reżyser filmu – swoją wiarę lub pewność, że taka wspólnota jest możliwa – wszystko błyskawicznie się zmienia. Punktem kulminacyjnym jest moment, w którym Erik – za zgodą swojej żony – przyprowadza do domu kochankę. To nowe wyzwanie dla mieszkańców wspólnoty, która staje się bezradna wobec tego, co dzieje się między mężczyzną a dwiema zakochanymi w nim kobietami. Atmosfera znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Sielankowy, zabawny film o grupie zwariowanych ludzi zmienia się w pełen napięcia dramat. Okazuje się wtedy, że porozumienie w tak licznej grupie nie jest możliwe. Romans między Erikiem a młodą, atrakcyjną Emmą doprowadzi do sytuacji, której nie da się rozwiązać, siedząc przy wspólnym stole.

A więc prawdziwa wspólnota nie jest możliwa? Hippisowskie marzenia o raju na ziemi to mrzonka otępiałych umysłów? Czy jesteśmy w stanie zbudować dobrze funkcjonującą grupę rozumiejących się ludzi? Może w głębi serca jesteśmy egoistami, którym prędzej czy później zależeć będzie na tym, by zdominować innych? Thomas Vinterberg daleki jest od udzielania prostych odpowiedzi. Pod obejrzeniu jego „Komuny” wiemy z całą pewnością jedno: dobro wspólnoty nigdy nie powinno być ważniejsze niż dobro pojedynczego człowieka. Bo nie da się żyć w świecie, w którym ktoś inny będzie decydował, co jest dla nas dobre, a co złe. Film Vinterberga to także wyjątkowe studium miłości; opowieść o uczuciu, które tak łatwo zniszczyć, kierując się nawet najlepszymi intencjami.

Po obejrzeniu „Komuny” warto zweryfikować swoje wyobrażenia o świecie, w którym dziś wszyscy rozpychamy się łokciami, marząc o życiu w bezpiecznym, spokojnym społeczeństwie. Może „Komuna” zainspiruje nas do stworzenia miejsca, w którym nie tylko my poczujemy się dobrze? To utopia czy wyzwanie, które warto podjąć?

Dominik Sołowiej

Komuna”, reżyseria: Thomas Vinterberg, scenariusz: Thomas Vinterberg, Tobias Lindholm, produkcja: Dania, Holandia, Szwecja, premiera: 19.08.2016.