„Jak żyć, żeby żyć dobrze?” – odpowiedź na to pytanie dają nam wszystkie religie świata. I nie tylko. Dziś tysiące terapeutów, trenerów, doradców personalnych i psychiatrów ma sprawdzone rady na szczęście: być asertywnym, kreatywnym, odpowiedzialnym lub niefrasobliwym; nie bać się wyzwań, ignorować strach i potrzeby innych. Takie i inne propozycje znajdziemy w książkach poświęconych rozwojowi wewnętrznemu i nawiązywaniu (lub zrywaniu!) relacji z innymi ludźmi. Na nieszczęście bycie szczęśliwym nie jest takie proste. Jak więc odnaleźć radość życia oraz prawdę o świecie i sobie samym? Gdzie szukać twórczej energii, która zrobi z nas lepszych ludzi, szczególnie wtedy, gdy borykamy się z problemami? Czy ufać współczesnym autorytetom, a może sięgnąć do historii i w starych księgach szukać rozwiązań palących nas problemów? To, jak postąpimy, zależy wyłącznie od nas samych. Co nie znaczy, że nie warto wsłuchać się w słowa tych, którzy poszukiwanie prawdy mają już za sobą i chętnie dzielą się swoimi spostrzeżeniami.

Do takich ludzi z całą pewnością należy japoński mistrz zen rōshi Koshō Uchiyama, autor kilku wybitnych książek o buddyzmie, znawca kultury Zachodu, myśliciel i nauczyciel medytacji. Kiedyś, przechadzając się między półkami w mojej ulubionej księgarni, wpadłem na jego książkę, a właściwie na komentarz do starodawnego tekstu buddyjskiego mnicha Eihei Dōgena. Dōgen, żyjący w latach 1200-1253, napisał fascynującą rozprawę, której tytuł zaintrygował mnie tak bardzo, że postanowiłem kupić jej wydanie. Książka nosiła tytuł „Jak przyrządzić swoje życie? Zalecenia dla kucharza w klasztorze zen”. Czy życie należy przyrządzać? Przecież to nie potrawa, którą możemy dosolić, podsmażyć lub ugotować. A może w japońskich klasztorach zen dzieją się dziwne rzeczy? Ja musiałem to sprawdzić. Kupiłem więc książkę Dōgena i Uchiyamy, a ta odmieniła moje życie.

Zaznaczę na wstępie. Nie trzeba być wyznawcą buddyzmu, żeby sięgnąć po traktat Dōgena. I nie ma konieczności, by po przeczytaniu traktatu zmieniać swój religijny światopogląd. Bo mądre książki, napisane przez mądrych ludzi, mówią o sprawach uniwersalnych i nie zmuszają nas do czegokolwiek.

O czym więc pisze Dōgen? Mówiąc najprościej: o naszej ludzkiej codzienności. I praktykowaniu zachwytu na rzeczywistością tu i teraz. Właśnie tak czyni dobry kucharz w klasztorze zen, a więc ktoś, kto od rana do wieczora pracuje w pocie czoła, by zapewnić posiłek wszystkim praktykującym mnichom. Czy to oznacza, że kucharz, czyli tenzo, nigdy nie osiągnie oświecenia i nie dostąpi zaszczytu poznania prawdy? Dōgen spieszy z wyjaśnieniem: bez względu na to, co robimy, jak ważne są nasze życiowe obowiązki, powinniśmy skupić się wyłącznie na tym, by realizować je jak najlepiej: „Gdy płuczesz ryż, usuń z niego wszelki piasek. Robiąc to, nie strać nawet jednego ziarenka ryżu. Gdy patrzysz na ryż, masz widzieć jednocześnie piasek; gdy patrzysz na piasek, masz widzieć również ryż. Przyglądaj się obu uważnie. Wówczas posiłek zawierający sześć smaków i trzy wartości uda się w sposób naturalny”. Kucharz w klasztorze zen musi również skrupulatnie przygotować warzywa do gotowania, zagotować wodę, oczyścić pałeczki do ryżu po poprzednim posiłku i umyć garnki. Zajęć jest mnóstwo, więc – aby je wszystkie rzetelnie wykonać – potrzebne jest skupienie i świadomość tego, że każda czynność ma głęboki sens i przynosi pożytek nam i światu. Dlatego mnich, który jest dobrym kucharzem, również zostanie oświecony, bez względu na to, ile czasu spędza w sali medytacyjnej. Mistrz Koshō Uchiyama tak to wyjaśnia: „Gdy siedzisz w zazen [medytacji – przypis mój], tylko siedź, a gdy pracujesz jako tenzo tylko rób to. To duch samego siedzenia lub samego pracowania, który jest wspólny dla zazen jak pracy tenzo. Ta idea całkowitego koncentrowania się na jednej rzeczy jest kamieniem węgielnym nauk mistrza Dōgena”.

Rada jest więc prosta: jeśli gotujesz, skup się wyłącznie na gotowaniu; jeśli prowadzisz samochód, patrz tylko na to, co dzieje się na ulicy (tę radę dają nam także policjanci), a jeśli pomagasz drugiemu człowiekowi, myśl wyłącznie o nim, nie o sobie. Dzięki temu stopniowo wyeliminujesz z swojego życia wszystko to, co najbardziej ci przeszkadza, a co swoje źródło ma przede wszystkim w braku koncentracji.

Czyż nie mają racji ci, którzy twierdzą, że istnieje tylko teraźniejszość, bo przeszłość już nie istnieje, a przyszłość jeszcze się nie wydarzyła? Po co więc zawracać sobie głowę czymś, co nie ma nic wspólnego z upływającą właśnie chwilą? To jest właśnie nasz problem: idąc latem przez park, zamiast delektować się spacerem, wciąż myślimy o pracy; o tym, że właśnie pokłóciliśmy się z szefem; że trzeba zrobić zakupy na obiad, posprzątać w domu i zapłacić rachunki. A umyka nam to, że świeci słońce, śpiewają ptaki, a ludzie uśmiechają się do siebie od ucha do ucha.

Skupienie na chwili nie oznacza oczywiście, że powinniśmy zaniedbywać nasze obowiązki, czyli rezygnować z zakupów i gotowania obiadu. Dōogenowi chodzi o to, że jeśli spacerujesz po parku, to po prostu spaceruj, a jeśli przyjdzie chwila, że trzeba będzie ugotować posiłek, to się tym zajmij, zamiast myśleć, że kilka godzin temu straciłeś okazję na relaksującą przechadzkę. Czy warto podjąć to wyzwanie? Zdecydowanie tak! Bo kiedy opanujemy tę prostą i jednocześnie trudną do osiągnięcia umiejętność skupienia na chwili, będziemy panowali nad swoim życiem, eliminując z niego złość, stres i obawy o przyszłość.

Amerykańska mistrzyni zen Charlotte Joko Beck napisała kiedyś w jednej ze swoich książek, że w naszym życiu powinno być miejsce na trzy rodzaje myślenia: myślenie twórcze (np. tworzenie nowych idei), myślenie abstrakcyjne (np. rozwiązywanie zadań matematycznych) i planowanie czynności („Dziś mam zrobić zakupy na obiad”). Każdy inny rodzaj myślenia (np. dziś pokłóciłem się z szefem) odrywa nas od teraźniejszości.

XIV Dalajlama, zapytany kiedyś o to, co go najbardziej zadziwia w ludzkości, odpowiedział: „Człowiek. Bo poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego, jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc”. Dlatego życzę wszystkim, by zawsze wtedy, gdy ich myśli wybiegają w przeszłość lub przyszłość, wsłuchali się w swój oddech, tykanie zegara, szum liści na wietrze lub ćwierkanie ptaków. I doznali spontanicznej, wyzwalającej radości!

Dominik Sołowiej – trener rozwoju osobistego

Mistrz Zen Dōgen, Rōshi Koshō Uchiyama, Jak przyrządzać swoje życie? Zalecenia dla kucharza w klasztorze zen, Wydawnictwo Elay, Jaworze 2010.