Dlaczego łacina to martwy język? Odpowiedź jest prosta: bo nic się w niej już nie zmienia. Gramatyka ustalona w starożytności wciąż jest taka sama, a słownik nie rejestruje nowych wyrazów. Nie dziwmy się więc, że język polski – przede wszystkim za sprawą młodzieży – ulega nieustannym metamorfozom (czasami dorosłe osoby nie są w stanie zrozumieć młodzieżowej nowomowy). To dowód na to, że przynajmniej staramy się językiem polskim posługiwać, nie rezygnując z niego na rzecz wszędobylskiej angielszczyzny. Popularny skrót „pzdr” („pozdrawiam”, „pozdrowienia”) jest jeszcze do przyjęcia, ale co mamy zrobić z określeniem typu „yoloswag”, które dotarło do nas z Zachodu i nijak nie pasuje do naszego pięknego języka?

Yoloswag! Ikona popkultury?

Zastanówmy się, co może znaczyć słowo „yoloswag”? To jakiś rzeczownik określający cechy mężczyzny? A może rodzaj internetowej aktywności, polegający na… No właśnie, na czym? Szybkim pisaniu na klawiaturze, uderzaniu myszką o stół, pisaniu bzdurnych komentarzy? Wszystkie odpowiedzi są błędne. „Yoloswag”, jak podaje „Urban Dictionary”, to termin używany przez nastoletnich kretynów, którzy noszą czapki z daszkiem do tyłu, mają spodnie spuszczone do połowy tyłka, noszą trampki converse i generalnie zachowują się w środkach transportu publicznego jak kretyni, słuchając dubstepu i muzyki pop w swoich telefonach komórkowych. Yoloswag dla nich oznacza „O tak, jestem kurew….ko dobry”. Ale dla typowego obywatela yoloswag to idiota, który potrzebuje silnego uderzenia w głowę. Cóż, nie lubię obraźliwych definicji, ale muszę przyznać, że brak umiejętności właściwego korzystania z komórki w autobusie lub metrze to cecha kogoś, kto nie przyswoił sobie podstawowych zasad bon tonu. Nazywanie go jednak „yoloswagiem” to przesada, bo przecież w języku polskim są setki znacznie lepszych określeń. Po co więc yoloswaga włączać do naszego języka?

Ciąg dalszy (Kafeteria.pl)